wtorek, 5 lipca 2016

[NZ] Harry Potter i Ochrona Krwi [1/?] (w trakcie tworzenia, może zawierać błędy)




ROZDZIAŁ I

CZĘŚĆ I

DZIWACTWA CIOTKI PETUNII


Jednostajny turkot kół pociągu, towarzyszący każdemu powrotowi z Hogwartu ku szarej rzeczywistości, zawsze działał na Harry'ego kojąco. Zupełnie jak strumień zimnej wody, spływający po ciele w upalny dzień lub szklanka chłodnego soku po ciężkim treningu Quidditcha. Dźwięk ten był balsamem dla jego duszy, lekiem na smutki i powiernikiem tych szczególnych sekretów, którymi bał się podzielić nawet z Ronem, czy Hermioną. Z tego też powodu Harry bardzo lubił pociągi. Zawsze kojarzyły mu się z bezpieczeństwem i wieczną podróżą w nieznane. Szkoda tylko, że nie mógł wracać do domu przez sto lat. Wtedy pewnie nie musiałby co rok przypominać sobie o istnieniu domu na Privet Drive 4, gdzie wszystko to, co radosne i szczęśliwe, przemieniało się w szare i ponure doświadczenie, którego nawet wspomnienia z dni spędzonych w Hogwarcie nie były w stanie osłodzić.

Stwierdzenie, że Harry nie chciał wracać do wujostwa za żadne skarby świata tylko w połowie tak naprawdę oddawało jego niechęć względem tych ludzi. Jednak bez względu na sytuację starał się wyglądać na spokojnego i pogodzonego ze swoim losem. Co prawda jego przyjaciele zdawali sobie sprawę z tego, jak bardzo nienawidzi on Dursleyów, lecz z jakiegoś powodu nigdy nie pytali dlaczego. Nie żeby potrafił im udzielić jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. Rodzina Dursleyów była po prosto tak okropna, że nie sposób tego opisać słowami. Na samą myśl o nich robiło mu się zimno, przez co nawet o tym nie wiedząc, zaczął desperacko pocierać o siebie dłonie, mimo iż wcale nie marzł.

— Harry? — zagadnęła nagle Hermiona.

— Tak, o co chodzi? — odparł, splatając ze sobą palce obu dłoni, jakby chcąc w ten sposób zamaskować to, co wcześniej robił.

— Trzęsiesz się. Dobrze się czujesz? — spytała z troską.

Zdziwiony Harry spojrzał najpierw na dziewczynę, a potem na swoje ramiona. Rzeczywiście trzęsły się delikatnie, jakby niepewnie. Nie wiedzieć czemu jednak Potter uznał, że to prawdopodobnie dlatego, że dopiero teraz tak naprawdę zaczęło do niego docierać, jak blisko śmierci był przez ostatnich kilka dni. Z jakiegoś powodu zawsze, gdy niebezpieczeństwo już minęło i mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, niespodziewanie powracało do niego dokładnie to samo przejmujące uczucie strachu, które wcześniej zdusił w sobie, dzięki adrenalinie. Harry nie potrafił znaleźć innej przyczyny dla pojawienia się tych delikatnych drgawek, ani tym bardziej dla tego żelaznego uścisku gdzieś w piersi. Jednak biorąc pod uwagę, ile w tym roku przeżył, w zasadzie sam się sobie nie dziwił. Walka z setką dementorów i ucieczka przed rozszalałym wilkołakiem przebijały wszystkie inne możliwe wytłumaczenia, jakie przychodziły mu do głowy. Naprawdę.

— Jesteś trochę blady, Harry. Może bierze cię przeziębienie? — zastanawiając się na głos, Hermiona przyłożyła jedną z dłoni do jego czoła, a drugą do swojego. — Nie masz gorączki, ale i tak nie wyglądasz najlepiej.

— Po prostu trochę mi zimno, Hermiono. Nie musisz się od razu martwić. Nie umrę od małego kataru — skłamał gładko.

— Może i nie, ale tak właśnie się kończą wasze głupie zabawy nad jeziorem — odparła, po czym fuknęła na Weasleya. — Ron! Musiałeś go wpychać do wody na kilka dni przed zakończeniem roku? Przez ciebie Harry będzie miał teraz problemy!

— Wcale go nie wepchnąłem! Sam się potknął! — odparł chłopak w samoobronie.

— Tak, i na pewno sam też się podtapiał, co? Myślisz, że was nie widziałam? — zmrużyła delikatnie oczy, łypiąc na niego. — To, że zawsze, gdy spędzamy razem czas akurat czytam książkę, nie znaczy, że nie widzę, co robicie.

— Tylko się wygłupialiśmy! — zapeszył się Ron. — A Harry nie protestował! Prawda, Harry?

— Prawda. Świetnie się bawiłem — uśmiechnął się delikatnie.

— Guzik mnie to obchodzi — sarknęła, łapiąc się pod boki. — Przez ciebie Harry jest teraz chory i nie będzie mógł odrobić prac domowych zadanych na lato.

Harry, słysząc to, uniósł jedynie w zdziwieniu brwi. Ron natomiast nie zamierzał pozostawić tego bez komentarza. (akapit do poprawy)

— Prace domowe? — sapnął. — To cię tylko interesuje? Prace domowe? — dodał, niemal zapowietrzając się z dezaprobaty. — A już myślałem, że naprawdę zależy ci na tym, by Harry mógł spędzić w miarę przyjemne wakacje u tych mugoli.

— Oczywiście, że mi zależy! — żachnęła się. — Lecz równie mocno zależy mi też na tym, by Harry był na bieżąco z materiałem!

Pomijając fakt, że wakacje w domu na Privet Drive nigdy nie kojarzyły mu się z niczym przyjemnym, Harry musiał po części przyznać rację Hermionie. W końcu nadal miał problem z eliksirami, a konkretniej z osobą nauczyciela w postaci rozszalałego nietoperza mordercy - profesora Snape'a. Ron zresztą także nie mógł się pochwalić wybitnymi ocenami z tego przedmiotu. Obaj radzili sobie tak samo kiepsko, o ile nie gorzej, dlatego też Harry miał nadzieję, że Hermiona, mimo wszystko postanowi mu teraz o tym nie przypominać. Oczywiście, jako iż zawsze przedkładała naukę ponad wszystko inne, pewnie uważała, że Ron powinien wreszcie pójść po rozum do głowy i przeznaczyć całe wakacje na powtarzanie materiału, jak zamierzał to zrobić Harry. Z drugiej strony jednak przyjaźniła się już z nimi wystarczająco długo, by wiedzieć, że wspominanie o takich rzeczach w trakcie kłótni z Ronem, jest w stanie doprowadzić do jeszcze większej sprzeczki, dlatego też Potter liczył na to, że tym razem postanowi mu odpuścić i zajmie się czymś innym.

— Daj spokój, Hermiono! — stęknął Ron, widząc jej nieprzekonaną minę. — Prace domowe nie gnomy, nie uciekną. Harry zawsze może zająć się nimi później. Nie będzie ich przecież robił przez całe dwa miesiące!

W odpowiedzi dziewczyna jedynie prychnęła ostentacyjnie, wywołując tą reakcją śmiech u swoich towarzyszy. Hermiona jednak wydawała się tym nie przejmować, ponieważ ich malutkie zwycięstwo nie było w stanie uchroni Pottera przed nadopiekuńczością z jej strony. Wykorzystując chwilę nieuwagi Harry'ego, dziewczyna szybko wyciągnęła różdżkę i za jej pomocą przemieniła jedną z zasłon przy oknie w miękki wełniany koc, którym następnie opatuliła wyraźnie, w jej mniemaniu, zmarzniętego przyjaciela.

Cała ta scena wyglądała tak niedorzecznie, że Ron na chwilę aż zaniemówił z wrażenia, by następnie znów przystąpić do "ataku".

— Hermiono... od kiedy jesteś jego matką? — zagadnął sceptycznie, nim uciekł na drugi koniec przedziału przed zwiniętym w rulon egzemplarzem Proroka Codziennego, którym dziewczyna zamierzała go zdzielić.

— Od czasu, gdy bezmyślnie poszliście nad jezioro — odparła spokojnie, opuszczając gazetę. — Gdybym was nie pilnowała, w końcu zwrócilibyście uwagę wielkiej kałamarnicy.

— Kałamarnica jest niegroźna! — zaoponował Ron.

— Może, ale jest ogromna i bawi się zupełnie inaczej niż czarodzieje — zaplotła ramiona na piersi. — Gdyby chwyciła was w swoje macki i zaczęła wami wymachiwać na wszystkie strony, moglibyście obaj skończyć w Skrzydle Szpitalnym z połamanymi kończynami.

Obaj wzdrygnęli się i szybko pokręcili głowami, jakby próbując odgonić nieprzyjemną wizję "niewinnych" zabaw wielkiej kałamarnicy.

— Nie chcę sobie tego nawet wyobrażać — odrzekł Ron, robiąc zbolałą minę, na co Harry pokiwał jedynie głową, zgadzając się z nim.

— A nie mówiłam?

Ron nie był głupi. Potrafił sobie świetnie radzić w różnych, często kryzysowych sytuacjach, które wymagały od niego skupienia i nerwów ze stali. Tym razem jednak przegrał. Jak zawsze zresztą, gdy w paradę wchodziła mu inteligencja i buta Hermiony Granger. Weasley wiedział, że jedyną nadzieją na wygranie z dziewczyną jest namówienie jej na partię szachów czarodziejów. To jednak niestety nie wchodziło w grę, ponieważ niezależnie od tego, jak bezwzględna i kąśliwa potrafiła być Hermiona, z jakiegoś powodu uważała tą grę za zbyt brutalną, by chociaż raz spróbować stanąć z nim do walki.

Harry z kolei uważał, że dziewczyna zwyczajnie nie chciała stracić przewagi, którą miała nad Ronem. Typowe zagranie osób, które miały ze sobą jakieś problemy. A wbrew pozorom to właśnie Hermiona miała najwięcej kompleksów z nich wszystkich. Potter nie wiedział, czy to zasługa albo wina tego, że była jedyną dziewczyną w ich grupie, czy też miało to jakieś inne, nieznane mu podłoże, gdyż nie mówiła zbyt wiele o swoich doświadczeniach z dzieciństwa. Nigdy też jej o nic nie pytali, więc w sumie to ich wina, że nic tak naprawdę o niej nie wiedzieli. Harry jednak nie zamierzał pytać. Dlaczego? Ponieważ doskonale rozumiał uczucia osoby, która nie chce udzielać nikomu odpowiedzi na pewne konkretne pytania. Sam w końcu nie chciał opowiadać im o Dursleyach z własnej woli i bynajmniej nie oczekiwał od nich, iż będą go o to pytać. To byłby koszmar. Hermiona pewnie miała dokładnie takie samo zdanie na ten temat.

— Rozumiem, że nie masz mi już nic do powiedzenia — stwierdziła władczo, kiedy Ron usiadł naburmuszony na jednym z foteli.

— Hermiono... — zaczął ostrzegawczym tonem Harry. — Naprawdę. Odpuść mu już. To naprawdę nie jest odpowiedni powód do kłótni. No chyba, że chcecie, abym opuścił ten przedział.

Zarówno Ron, jak i Hermiona spojrzeli na Pottera tak, jakby wyrosła mu druga głowa.

— Co ty mówisz, Harry? — oburzyła się Hermiona. — Oczywiście, że nie chcemy, abyś się przesiadał!

— Właśnie, stary — stwierdził Ron. — Nikt cię stąd nie wygania.

— To, że się o ciebie kłócimy, wcale nie znaczy, że chcemy, abyś stąd wychodził.

Ich przestraszone i jednocześnie zakłopotane miny były tak zabawne, że Harry w końcu nie wytrzymał i parsknął śmiechem, tym samym zdradzając, iż tylko sobie z nich żartował.

— S-s-syriusz, był-by ze mnie dumny! — wystękał pomiędzy napadami śmiechu.

— Harry Potterze! Oszukałeś nas! — krzyknęła Hermiona, po czym zdzieliła go gazetą po głowie. — Jak śmiałeś?! Nigdy więcej tak nie żartuj!

Ron, nie mogąc wytrzymać, także zaczął się śmiać, przez co tym razem to dziewczyna usiadła obrażona na fotelu.

— Ughhh! Jesteście ok-ro-pni! — prychnęła, ostentacyjnie odwracając głowę w stronę okna, by na nich nie patrzeć.

Reszta podróży minęła im na słuchaniu odgłosów jadącego pociągu, ponieważ ani Ron, ani Harry nie chcieli jeszcze bardziej zdenerwować Hermiony. Nie żeby którykolwiek z nich na to narzekał. Zwłaszcza Harry, na którego dźwięk kół toczących się z zawrotną prędkością po szynach działał nadzwyczaj uspokajająco. Do tego stopnia wręcz, że w końcu zasnął wyczerpany kolejnym burzliwym rokiem pełnym przygód. Kiedy zaś wreszcie się obudził, okazało się, że w przedziale nie ma nikogo, poza Hermioną, która krzyczała do niego, stojąc w drzwiach przedziału.

— Harry! Dobrze, że wreszcie się obudziłeś. Zaraz wysiadamy, więc przebierz się i chodź szybko do nas, zanim prefekci stwierdzą, że powinni cię pogonić! — poinformowała go, po czym ruszyła do wyjścia z pociągu.

Nieco zdezorientowany Harry rozejrzał się nieprzytomnie po pomieszczeniu z zaskoczeniem odnotowując, że jego kufer znajduje na podłodze tuż obok jego nóg. Oczywiście nie było w tym nic dziwnego. Harry był zdecydowanie zbyt niski, by samemu ściągnąć swój kufer, dlatego też Ron zwykle robił to za niego. Jedyną niewiadomą w tej sytuacji było to, jak mógł to zrobić, nie budząc go przy tym. Nad tym jednak Harry postanowił już się nie zastanawiać, gdyż miał teraz o wiele większy problem na głowie. Mianowicie, powrót na Privet Drive z wujkiem Vernonem.

Szczerze mówiąc Harry ucieszyłby się, gdyby nie musiał już nigdy więcej oglądać wykrzywionych nienawiścią twarzy członków rodziny Dursley. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż na pewno nadal byli wściekli za to, że nadmuchał ciotkę Marge. Z drugiej strony jednak zrobił im przysługę uciekając z domu, dzięki czemu pewnie niezmiernie się ucieszyli. Tego przecież zawsze chcieli. By ciężar, którym zostali obarczeni trzynaście lat temu, po prostu zniknął, przestał istnieć, a wraz z nim wszyscy czarodzieje, ze szczególnym uwzględnieniem Albusa Dumbledore'a odpowiedzialnego za ich krzywdę. 

CIĄG DALSZY JEST W TRAKCIE PISANIA

2 komentarze:

  1. Cóż, styl jest bardzo dobry, błędów nie widzę. Gdzieś tam mi brakło paru przecinków, ale to może być moja paranoiczność, bo sama w tym przedziale stawiam raczej na instynkt, niż na sztywne zasady. Nie wymienię teraz, o jakie dokładnie zdania mi chodzi, bo tekst połknęłam bez ołówka za uchem :) Rzuciło mi się jedynie w oczy „– Hermiono… od kiedy jesteś jego matką? – zagadną sceptycznie”. Powinno być „zagadnął” :)
    Podoba mi się przedstawienie głównych postaci, zarysowujesz je zgodnie z kanonem, a to dość rzadko spotykana umiejętność. Sama często się z tym gryzę, więc wiem, ile to wymaga wysiłku… Hmmm, najlepiej chyba ukazałaś Hermionę :) Bardzo kojarzy mi się z książkowym pierwowzorem, Rowling byłaby dumna :)
    Na razie akcja powoli toczy się do przodu, ale to dopiero wprowadzenie i takie podejście do fabuły jest tu jak najbardziej na miejscu. Warto dać sobie nieco czasu na przybliżenie czytelników do bohaterów, nim rzuci się ich w wir wydarzeń.
    Na razie nie wiemy nic, nie mamy żadnej zapowiedzi dalszej fabuły, więc niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam ciepło,
    Intro
    PS: Wybacz, ale zamiłowanie Harry’ego do pociągów ciągle wprawia mnie w dobry humor :D Ty już wiesz, dlaczego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, misaczku, myszeńko ty moja, Intro. Dziękuję, że wytknęłaś mi to "ł", bo naprawdę umknęło mi. Nie wiem jak ja to zrobiłam, że nie zauważyłam. Musiałam je zjeść. Bardzo głodna musiałam być. Tak, na pewno xD

      Zabić przecinki! (Sorki, musiałam. Taka mała rewolucja przeciwko przecinkowa xD)

      Wracając, naprawdę ukazałam Hermionę kanonicznie? Nawet nie zauważyłam. Znaczy... starałam się ukazac jej charakter, ale nie sądziłam, że domysły Harry'ego co do niej można uznać za kanoniczne. Niby wszyscy wiedzą o kompleksach Hermiony Granger, ale jakoś wszyscy o nich zapominają. W dialogach na pewno brzmi jak Hermiona. Starałam się wczuć w osobę, która ma przyjaciół, uważa ich zabawy za głupie, bo nauka jest ważna, ale jednocześnie nie chce stracić tych przyjaciół przez ciągłe jojczenie im o egzaminach, szkole, testach itd.

      Jeżeli Rowling rzeczywiście byłaby ze mnie dumna, to wręczę sobie order Rowlingowatości. Order oznaczający "szanuję cię, droga autorko Pottera, szanowna Rowling, niezależnie od tego, jak bardzo skrzywdziłaś fandom Przeklętym Dzieckiem i jak bardzo nie lubisz się z matematyką" xD

      Powoli, z mozołem i aż pot spływa z tego opowiadania. Jak z lokomotywy. Musi mieć czas, żeby się po Tuwimowsku rozpędzić xD

      Jedyną zapowiedzą dalszej fabuły jest chyba sam tytuł, który ma się do tej części pierwszej jak pięść do nosa xD Zero Petunii Dursley w dialogach. Może raz w opisie. Ale raczej w niemiłej wersji.

      Na koniec powiem, że także Cię pozdrawiam i w ogóle mi nie przeszkadzają żarty z pociągów. Kiedyś ludzie będą mnie cytować!

      Wyobraź to sobie! "Harry bardzo lubił pociągi" - Volette xD

      Usuń